sobota, 30 grudnia 2017

5 lat na emigracji - dokąd to zmierza?

Znowu czas szybko zleciał, to już dokładnie 5 lat w Anglii. Przecież dopiero co pisałam podsumowanie 3 lat. Za każdym razem dochodzę do wniosku, że miniony rok przyniósł wiele zmian, jednak dwa ostatnie lata, 2016 i 2017, były dla mnie wyjątkowe. 

W połowie 2016 roku zmieniłam pracę, mija już więc 1,5 roku odkąd pracuję w nowym miejscu. Nigdy nie przypuszczałam, że korporacyjna praca za biurkiem będzie mi sprawiała satysfakcję. Przez to półtora roku bardzo rozwinęłam się zawodowo, zdobyłam nowe kwalifikacje. Pracuję w branży, która mnie interesuje i  na stanowisku bardzo zgodnym z moimi predyspozycjami. W dodatku czasem wpadają mi wyjazdy służbowe, zarówno w Anglii jak i do centrali firmy w Monachium, więc przy okazji odwiedzam ciekawe miejsca. Zdjęcia z ostatniego wyjazdu do Niemiec:



Największe zmiany zaszły jednak w strefie prywatnej. W połowie 2017 roku rozstałam się z moim wieloletnim partnerem i mieszkam teraz sama. Czas po rozstaniu przeszłam bardzo dobrze, skoncentrowałam się na sobie i swoich pasjach, m.in. siłowni, bieganiu, diecie i moim psie. Planowałam być sama przez dłuższy czas, by cieszyć się życiem singielki. 


No właśnie, planowałam… Poznałam kogoś pod koniec lata i tak widujemy się aż do teraz. Z pochodzenia Irlandczyk, jednak większość życia spędził w Anglii. Trochę przyszło to niespodziewanie i poczułam w brzuchu motyle :) Cieszę się jednak chwilą, nie nadaję etykiet. Święta spędziliśmy razem. Cały czas jeszcze mentalnie nie jestem w związku, nie mam parcia, by zbyt szybko się angażować. Czas pokaże, co będzie dalej.

Tamiza zimową porą - jedno z magicznych miejsc w mojej okolicy

I tak to moje życie tutaj płynie. Odpowiadając na pytanie z tytułu notki – dokąd ono zmierza – tutaj też zaszła zmiana, głównie w moim nastawieniu. Anglia staje się powoli bardziej moim domem niż Polska. Zaczynam tutaj trochę wrastać. Odczułam to po listopadowym pobycie w Polsce. Czułam sentyment będąc w rodzinnym kraju, jednak cieszyłam się wracając po urlopie do domu. Przestałam planować powrót do Polski, bo i tak go z roku na rok przekładałam. Zobaczymy, jak będzie dalej - póki co nadal Anglia.

piątek, 18 sierpnia 2017

Mój dzienny jadłospis nr 16

Dzisiaj krótko i na temat, czyli dzienny jadłospis. Był to dzień nietreningowy, lecz pracujący, stąd pojemniki. Ostatnio moja dieta oscyluje wokół 1900-2100 kcal, w zależności od tego, czy mam trening danego dnia. Jem zbilansowanie, jednak zamiast węgli przeważają tłuszcze - tak jak najbardziej mi służy. Białko na stałym poziomie, czyli ok. 30%.


Na pewno przez ostatnie miesiące ładnie zredukowałam BF, ale jak widać nie schodzę dużo z kcal. Jak już będę miała zastój to wtedy zobaczę co dalej. Liczę na obniżenie jeszcze trochę tkanki tłuszczowej, aby potem móc znowu zabrać się za budowanie sylwetki.



I. Godz. 8:00 – uwielbiam mój placek owsiany w nieco innym składzie. Robię go teraz z 3 jaj, dodaję płatki owsiane lub jaglane oraz zarodki pszenne i łuskę gryczaną (stąd ciemny kolor). Do tego kawa ze śmietanką.



II. Pierwszy posiłek w pracy jem ok. 11 i jest to najczęściej mięso z dodatkami. Tego dnia był to kurczak, kasza gryczana, warzywa i orzechy.



III. Drugi posiłek w pracy, ok. godz. 14:30 – bardzo podobny, zazwyczaj ryba lub mięso. Tego dnia mięso mielone, warzywa, trochę ryżu. Ostatnio zmniejszam trochę zboża i wkrajam sobie owoce do posiłków. Może mało kto tak je, ale mnie smakuje, taka sałatka ;)



IV. Po przyjściu do domu jem ok. 19 – jest to mój ostatni posiłek, gdyż chodzę teraz wcześnie spać, już ok. 21. Tym razem był to serek wiejski (potem jeszcze trochę twarogu) z łuską gryczaną, warzywami i awokado.

Makro i kcal:



Tak naprawdę to jem bardzo podobnie każdego dnia. Jak mam dzień treningowy to jeszcze rano jem jeden mały posiłek przed siłownią (czyli dochodzi ok. 200 kcal). Na co dzień nie liczę kcal i makro, bo z doświadczenia wiem ile zjadam. Nawet teraz podliczając ten dzisiejszy jadłospis zdziwiłam się, jak dobre wyszły mi proporcje.

To tyle u mnie jedzeniowo, a co Wy ostatnio jecie ciekawego? 

niedziela, 18 czerwca 2017

Ćwiczeniowy i dietowy update: maj, czerwiec 2017

Jak już wspominałam w poprzedniej aktualizacji, po urlopie i małej regeneracji, pod koniec kwietnia rozpoczęłam drugą rundę mojego ostatnio ulubionego systemu pull-push-legs. Muszę powiedzieć, że wraz z nastaniem letnich miesięcy mam niezłego powera na treningi i czystą dietę. Jak zwykle siłowy 3 razy w tygodniu, dodatkowo zwiększona ilość biegania.



Minęło już 9 tygodni nowego planu. W sumie tylko pozmieniałam niektóre ćwiczenia z poprzedniej rozpiski, więc trening jest bardzo podobny. Pociągnę go do 12 tygodni,  do kolejnego urlopu.



Ciężary w przysiadach niewielkie, bo cały czas pracuję nad mobilnością i stabilizacją / core. Robię wszystkie powtórzenia na 100% formy, jakiś czas temu lędźwie dały o sobie znać. Nie mogę sobie pozwalać na brawurę. Trening siłowy z biegiem lat uczy pokory, i to dużej. Nie mniej jednak zawsze po treningu C czuję, że nogi wykonały solidną pracę i to się liczy.


Biegam teraz 3 razy w tygodniu. Nieźle się w bieganie wkręciłam. Choć nie chcę, by stało się ono priorytetem, aby przypadkiem nie ucierpiał przez to siłowy ;) Biegam w tygodniu 2 razy w osobne dni (40-60 min) i 1 raz po treningu B (30 min). Najczęściej z Paris. Praktycznie zawsze są to biegi na łonie natury, wspaniałe również na oczyszczenie umysłu ;)

Z dietą bardzo dobrze. Przyzwyczaiłam się w końcu do nieco mniejszych/rzadszych porcji. Zgubiłam przez 2 miesiące 2 kg (wow :D). Trochę więc redukuję, ale bez pośpiechu, by nieco zmniejszyć BF. Makro mam aktualnie zbilansowane, produkty te co zawsze. Za jakiś czas pewnie podzielę się kolejnym moim typowym jadłospisem. A jak tam u Was fitnessowo w letnich miesiacach?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...