środa, 4 stycznia 2017

Mój dzienny jadłospis nr 15

Jedzenie z dzisiejszej notki to moje wczorajsze menu podczas dnia pracującego. Tak zazwyczaj wyglądają moje posiłki od poniedziałku do piątku. Nie wydziwiam za dużo, zazwyczaj pakuję do pojemników przygotowany wcześniej mięso i ryż / kaszę / ziemniaki, dodatkowo świeże warzywa. O moim przygotowywaniu posiłków nagrałam już filmik tutaj.


Obecnie jadam w pracy dwa posiłki. Przekonałam się, że pomimo krótszych godzin jeden posiłek to zdecydowanie za mało. Jadam więc jeden posiłek około 11 rano, a lunch robię sobie w późniejszych godzinach, np. około 14. Dzięki temu nie wracam do domu głodna.


Posiłek I, godz. 8:00. Placek owsiany. Tak, nadal je jem :) Zmieniłam jednak nieco proporcje i teraz robię go z 3 jajek i 30 g owsa.


Posiłek II, godz. 11:00. Tuńczyk z oliwą i ryżem, ogórek. Nie jest może to najwspanialsza ryba, ale cenię ten posiłek za łatwość przygotowania i dobre BTW, dlatego jadam często



Posiłek III, godz. 14:45. Wołowina z ryżem, pomidory. Do tego tak jak w poprzednim posiłku, moja guilty pleasure na redukcji, czyli keczup :)



Posiłek IV, godz. 19:00. Jajecznica z indykiem i chorizo, wafle ryżowe, sałata. Tego dnia wypadał mój dzień treningowy. Zazwyczaj robię trening przed pracą, jednak wtedy akurat poszłam wieczorem, więc ten posiłek był moim przedtreningowym.



Posiłek V, godz. 23:00. Odżywka białkowa (mieszanka izolat + koncentrat). Jako że jadłam sporo przed treningiem, po treningu wystarczyło mi tylko białko, gdyż zaraz potem poszłam spać.  


Poniżej tabelka z rozkładem kcal i BTW:



Powiem Wam, że już mija drugi tydzień odkąd trzymam się makro i kcal, więc zaczęłam lekką redukcję. Aktualnie ustaliłam sobie ok. 1800 kcal na rozkładzie zbilansowanym, lecz z przewagą białka i tłuszczy, czyli tak jak lubię najbardziej. Dam Wam znać jak mi idzie w kolejnych tygodniach.

niedziela, 25 grudnia 2016

Ćwiczeniowy i dietowy update - listopad, grudzień 2016

Ja znowu o ćwiczeniach, ale potrzebuję zrobić podsumowanie półmetku mojego nowego treningu. Od października ćwiczę systemem pull-push-legs. Ten trening stał się moim ulubionym jaki do tej pory ćwiczyłam. Dlatego też będę go kontynuować przez łącznie 16 tygodni, a następnie nowy trening będzie pewnie modyfikacją obecnego.


W każdym tygodniu robiłam po 3 treningi siłowe, nie opuściłam żadnego. Z bieganiem jest trochę gorzej, gdyż na dworze jest ciemno zarówno przed moją pracą jak i po. Pewnie dopiero w lutym wrócę do regularnego rannego biegania. Póki co zdarza mi się biegać czasem w weekendy.

Oto moja tabelka z porównaniem pierwszego i ósmego tygodnia. Dodatkowo zawsze po treningu A robiłam ćwiczenia na brzuch, a po treningu B 15-20 min. cardio / interwałów.


Obciążenia są nadal relatywnie niewielkie, zwłaszcza przy przysiadach czy martwym ciągu. Co prawda jestem w stanie robić te ćwiczenia z większą ilością kg, natomiast chowam swoje ego do kieszeni i obecnie jako priorytet stawiam technikę. W przysiadach pracuję głównie nad mobilnością i oddychaniem. W martwym ciągu koncentruję się nad większym angażowaniem mięśni nóg oraz wzmocnieniem chwytu. 

Co do diety, to cóż... Bywało lepiej. Nadal nie liczę BTW. Muszę się w końcu ogarnąć, gdyż za dużo wpada pieczywa, a nawet też słodkich rzeczy. Nie będę za wiele deklarować – jak już będę w trakcie ogarniania (nowy rok to zawsze dobry bodziec :D)  to wtedy dam o tym znać. Do usłyszenia :)

środa, 30 listopada 2016

Parę zdjęć z angielskiej rzeczywistości (9)

Zapraszam Was dzisiaj na mały miks zdjęć, głównie w jesienno-zimowych klimatach. 

W wolnych dniach staram się jak najczęściej wychodzić z domu. Często wracam do tych samych miejsc i miast, gdyż zawsze odkryję jakiś ciekawy, wcześniej nie widziany zaułek lub interesującą galerię. Jednym z takich miast jest Oksford. Najbardziej w tym mieście urzeka mnie architektura.


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam oglądać wszelkie budynki, zwłaszcza majestatyczne kamienice. Kiedy jest okazja zaglądam do środka lub przez okno zobaczyć jakie toczy się tam życie :)



Oksford to oczywiście też miasto uniwersyteckie – wiele college’ów można zwiedzać zarówno z zewnątrz jak i w środku. Jednym z najbardziej elitarnych (oraz najpopularniejszych) jest Christ Church – na jego terenie można obejrzeć kawałek Hogwartu, czyli Wielką Salę znaną z Harry’ego Pottera.


Kolejnym z miast, do którego często wracam, jest Londyn. Do Londynu mam zaledwie 30 minut pociągiem lub samochodem, więc bywam tam dość często. W Londynie najbardziej lubię spacerować po ciekawych dzielnicach, odwiedzać galerie i muzea, zaglądać do sklepów i domów handlowych lub siedzieć w kawiarni i obserwować ludzi. 


W zimowym i świątecznym czasie przed londyńskim Muzeum Historii Naturalnej działa lodowisko, gdzie jeździ się na łyżwach wokół choinki. W tle gra świąteczna muzyka, a tuż obok sprzedawane są pieczone kasztany.



Czas świąteczny w Londynie to też zakupowe szaleństwo, korki i tłum ludzi – na zdjęciu dzielnica Knightbridge i po prawej kawałek Harrods’a.

Razem z koleżanką zaliczyłyśmy pobyt w spa. W ramach zabiegu wybrałam masaż gorącymi kamieniami, a dzień spędzony na basenie, w saunie i łaźni parowej był bardzo relaksujący.


Taki wypad bardzo nam się spodobał i zdecydowałyśmy częściej jeździć w takie miejsca, następnym razem wybierzemy coś w dalszym zakątku kraju i z noclegiem.

Udało mi się też spędzić parę dni urlopu w Polsce – bynajmniej nie na relaksie, lecz na dokańczaniu drugiego mieszkania. 


Generalnie już wszystko jest gotowe – w wymarzonym nowoczesnym i minimalistycznym stylu. Wiem, że jeszcze trochę w Anglii pomieszkam, ale zawsze dobrze jest mieć do czego w Polsce wracać.

A jak Wam mijają jesienno-zimowe dni? Wolicie spędzać je na zewnątrz czy w domu?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...