niedziela, 29 września 2013

Cudze chwalicie, swego nie znacie... O zdroworozsądkowym podejściu do diety

Jeśli chodzi o pojęcie zdrowej diety, to od jakiegoś czasu zauważyłam dziwną „modę”. Zaczynamy szukać udziwnień, zbyt wiele kombinować... Wyszukujemy coraz to bardziej egzotyczne produkty, często sprowadzane z odległych zakątków świata. I tak na miejsce kaszy gryczanej wchodzi ziarno quinoa, zapominamy o natce pietruszki i z dumą spożywamy spirulinę, a zamiast sezonowych owoców zaopatrujemy się w jagody goji.

Mnie osobiście nigdy ta moda nie opanowała, ale oczywiście nie zamierzam niczyich wyborów krytykować. Chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, iż takie promowanie coraz to nowszego i „lepszego” jedzenia, to nie troska naukowców o nasze zdrowie, tylko między innymi bardzo intratny biznes i wielkie pieniądze dla importerów żywności. 



Moje podejście do zdrowego odżywiania jest po części podobne do pewnego, nieżyjącego już, polskiego zakonnika – Ojca Jana Grande. Jest on zdania, że najlepsza dla nas dieta to taka, która nawiązuje do naszej szerokości geograficznej i do tego, jak jadało się w naszej kulturze w przeszłości.



Od ponad 10 lat jestem posiadaczką jego książki. Wracam do niej zawsze, kiedy czuję, że współczesny świat fit chce mi zrobić zbyt wielkie pranie mózgu ;)



Zamieszczone na zdjęciach fragmenty pochodzą z książki pt. "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie", M. T. Woźniakowie, Gdańsk 2001.

A jak Wy patrzycie na zdrowe odżywianie? Bliższe jest Wam nowoczesny tryb żywienia czy jednak „powrót do korzeni”?

niedziela, 22 września 2013

Denko sierpień - wrzesień 2013

Witajcie! Zaczęłam nareszcie urlop i piszę do Was z Polski. Zamiast podróży autem padło jednak na samolot. Podróż bezproblemowa, oprócz etapu kontroli bezpieczeństwa na lotnisku Luton - celnikowi nie spodobały się moje kosmetyki. Otworzył mój organiczny krem z Bootsa, maczał w nim jakieś paseczki testowe, a na końcu wypełnił formularz i spisał moje nazwisko. Normalnie czułam się jak jakiś przemytnik :P

Dziś mam dla Was post z denkiem, bo przed urlopem udało mi się zużyć parę kosmetyków :) Dobre na zielono, średnie na pomarańczowo, złe na czerwono.


1. Simple Soothing – tonik do twarzy. To, jaki jest delikatny, przekonałam się w bardzo radykalny sposób. Raz z roztargnienia użyłam go zamiast płynu do demakijażu oczu... Zorientowałam się dopiero, kiedy makijaż nie schodził nawet po intensywnym ścieraniu. Co najciekawsze, moje oczy w ogóle nie zostały podrażnione. Od tej pory mam do niego 100% zaufanie, w dodatku niesamowicie nawilża skórę i ją koi.

2. Oriflame Swedish Spa – maska oczyszczająca. Przyjemna, delikatna, lecz trudno schodzi z twarzy. Nie zauważyłam też dużego oczyszczenia.

3. Tutti Frutti Karmel i Cynamon – masło do ciała. Jedno z moich ulubionych, opisywałam je już nie raz. I ten pyszny, pierniczkowy zapach!

4. Superdrug Orange i Satsuma – żel pod prysznic. Świetnie, orzeźwiająco pachnie, był jednak trochę zbyt rzadki i słabo się pienił.

5. The Body Shop Chocomania – żel pod prysznic. Ciężki i gęsty, o zapachu prawdziwej czekolady. Zdecydowanie nie do codziennego używania. Ja to malutkie opakowanie męczyłam przez kilka miesięcy.

6. Naturigin – organiczna odżywka z bambusem. Kosmetyk z funciaka. Miała fantastyczny skład, ale włosy nie wyglądały po niej dobrze, w dodatku się plątały.

7. Sure Ultra Dry – antyperspirant. Bardzo dobrze ochraniał i miał wygodne opakowanie.

8. Colgate Cavity Protection – pasta do zębów. Jedna z tańszych past w UK, kosztuje chyba 65 pensów. Dobrze oczyszcza i łagodzi nadwrażliwość zębów, ale nie spodobał mi się jej smak.

9. Colgate Herbal White – pasta do zębów. Często do niej wracam, jedna z moich ulubionych past.

10. Oral B Pro-Expert Clean Mint – pasta do zębów. Najpierw znalazłam próbkę w jakiejś gazecie i po jej wypróbowaniu przepadłam i od razu kupiłam większe opakowanie. Ten smak mnie uzależnił, w dodatku ma świetną konsystencję z drobinkami.

11. Catrice Skin Finish – puder w kompakcie.
Wygodny w użyciu, wydajny, daje ładne, satynowe wykończenie, jednak nie matowi na długo.

12. Yves Rocher Nutri – migdałowa pomadka ochronna. Bardzo dobrze ożywia usta i jest niesamowicie wydajna, starczyła mi na wiele miesięcy.

13. Maybelline The Colossal Volum’ – tusz do rzęs. Miałam już ten tusz i nie chciałam go kupić więcej, dostałam jednak kolejny w prezencie od siostry. Nie lubię tego tuszu, jak dla mnie ma za dużą i nieporęczną szczoteczkę. Trzeba przyznać, że jednak całkiem nieźle podkreśla rzęsy, nie odbija się i nie osypuje.

Miałyście któreś z tych kosmetyków?

To tyle na dziś, pozdrawiam Was i lecę spać, a jutro ponadrabiam zaległości na Waszych blogach :)

środa, 18 września 2013

Parę zdjęć z angielskiej rzeczywistości (2)

Dziś przychodzę do Was z kilkoma zdjęciami z życia na emigracji.


Kiedy było jeszcze ciepło pojechaliśmy do Bicester Village – znanego outletu marek z „wyższej półki”. Niektóre rzeczy są nawet o połowę tańsze. Poza tym panuje tam luźniejsza atmosfera, nie czuć skrępowania, kiedy wchodzi się do jakiegoś ekskluzywnego butiku. Póki co nic nie kupiłam, ale wpadł mi w oko portfel Michaela Korsa. Poczekam jednak na zimowe wyprzedaże :)



W pracy w moim uniformie :) Jak jeszcze mieszkałam w Polsce, to zawsze przerażały mnie sprzedawczynie w Zarze, wydawały się takie chłodne i zdystansowane. Nigdy bym nie przypuszczała, że sama nią kiedyś zostanę (oczywiście ja jestem miła :]). Pracuję już tu trzeci miesiąc i muszę powiedzieć, że mi się podoba. Mój „obszar” jest na głównej kasie – kasuję klientów, przyjmuję zwroty i wadliwe towary, wydaję zamówienia online, odbieram telefony, podliczam utarg itp. Robię też często nadgodziny „na sklepie”.

 

Nasz pokój pracowniczy. Podsumowując, nie jest to moja praca marzeń, ale na pewno lepsza niż poprzednia. Poza tym za jakiś czas nadal uparcie będę próbować dostać się do branży, z którą wiążę swoją przyszłość. Dotarło do mnie, że na emigracji na wszystko potrzeba czasu i wiele pokory, by dojść do wyznaczonych sobie celów.



Sushi z Tesco :) – 10 kawałków za 2 funty. Jest naprawdę dobre, kupuję je kiedy nie zdążę zabrać jedzenia z domu.



Czasem lubię przejść się na solar :] Byłam tylko na 10 minut, ale chyba mieli jakieś nowe lampy, bo następnego dnia po przebudzeniu zastałam w lustrze taki widok :) Na szczęście później czerwień zamieniła się w opaleniznę, uff!



Już zakomunikowałam chłopakowi, że idziemy do kina na "Dianę". Strasznie długo czekałam na ten film, bo fascynuje mnie jej postać.



Takie wynalazki można spotkać na angielskich drogach – samochód z 3 kołami znany z filmików o Jasiu Fasoli.



Moja dzielnica – lubię ją, jest bardzo spokojna i miło się tu mieszka.



Wieczory zazwyczaj spędzam na oglądaniu seriali. Zawsze wracam do „The Hills”– uwielbiam oglądać to beztroskie życie kalifornijskich dziewczyn. Z polskich seriali jestem na bieżąco z „Prawem Agaty” i „Lekarzami”. A Wy oglądacie ostatnio jakieś seriale?

To już wszystko, pozdrawiam Was i do usłyszenia!

piątek, 13 września 2013

Jesienne porządki i inspiracja minimalizmem

Inspiruje mnie uporządkowany, minimalistyczny styl życia. Od zawsze lubiłam prostotę i nie jestem typem zbieracza, ale do pedantki i perfekcjonistki mi daleko :) Chciałabym więc nieco ogarnąć otaczający mnie chaos. 

Uwielbiam to zdjęcie, inspiruje mnie - kojarzy mi się z prostotą, spokojem i poranną kawą. Na zdjęciu Camilla Phil.

Ostatnio sporo czytam na temat wprowadzania minimalizmu w nasze życie. Ciekawy artykuł znalazłam w 
Zwierciadle (można przeczytać w internecie – klik). Mam jeszcze w planach przeczytanie książek autorstwa Francuzki Dominique Loreau „Sztuka minimalizmu” i „Sztuka prostoty”, które poleciła mi moja znajoma blogerka Blaubeere (dziękuję Kochana!).

Póki co postanowiłam wprowadzić parę zmian do mojego otoczenia. Oczywiście nie chodzi tu o minimalizm w radykalnym stopniu, lecz raczej delikatne podążanie za jego ideą. Nadal zamierzam czerpać radość z zakupów i posiadania rzeczy materialnych, jednak chcę to robić z większym umiarem i rozwagą.

A poniżej garść inspiracji i zmiany, które chciałabym wdrożyć w życie:
 
Minimalizm w domu:



Takie wnętrza jak powyżej bardzo mi się podobają – czystość, przestrzeń, bez zbędnych przedmiotów, ewentualnie kilka subtelnych ozdób i żywe rośliny. Obecnie i tak nie mieszkam we własnym mieszkaniu, lecz w dzielonym domu, więc mam tylko jeden prywatny pokój. Będę starała się jednak go w miarę możliwości zmienić, odświeżyć i odgracić.

W szafie:

Chciałabym kiedyś wypracować taki zestaw ubrań - stawiać na jakość, nie na ilość.

Przed urlopem chciałam pójść na większe zakupy i zaopatrzyć się w kilka ubrań na jesień i zimę. Zajrzałam jednak do swojej szafy i doszłam do wniosku, że tak naprawdę wszystko już mam. Co więcej, zdecydowałam się wyrzucić kilka rzeczy i zrobić porządek w szafie. Teraz jeśli będę chciała coś kupić, będą to klasyczne, ponadczasowe ubrania o prostym kroju i dobrej jakości. Na temat porządków ubraniowych zrobię jeszcze osobnego posta.

I jeszcze kilka mniejszych zmian...

W laptopie:


Oj, tu pewnie będzie potrzebne kilka godzin spędzonych przed ekranem :) Muszę w końcu ogarnąć chaos plików, folderów, programów, zapisanych stron... Biedny laptop!
 
W kosmetykach:


Mało, ale za to dobrej jakości. Nie kupować nowego kosmetyku, zanim nie skończę poprzedniego. Używać jak najwięcej naturalnych i wielozadaniowych produktów (np. olejki) oraz własnoręcznie zrobionych kosmetyków (maseczki, peelingi).

[źródła zdjęć: camillaphil.no, tapja.com, webtoolsandtips.com, weheartit]  

Jak już ogarnę się ze wszystkimi "zadaniami" to na pewno podzielę się rezultatami. A Wam która natura jest bliższa? Minimalisty/pedanta czy zbieracza/bałaganiarza?

niedziela, 8 września 2013

Powakacyjna aktualizacja sylwetkowa

Ostatnie dwa miesiące, podczas których starałam się z ćwiczeniami i dietą, zaowocowały pozytywnymi zmianami w moim ciele i samopoczuciu.

Zamieszczam aktualne zdjęcia sylwetki:


Mój brzuch miewa lepsze i gorsze dni, na zdjęciu akurat te lepsze :] Ogólnie jednak wszystko zmierza w dobrą stronę. Przestałam czuć się zapuszczona i powoli wracam do starej sylwetki, którą miałam jeszcze mieszkając w Polsce (tak wyglądałam dokładnie rok temu – klik).
 
Tęskni mi się za treningami siłowymi, ale na razie jeszcze muszą poczekać. Póki co sumiennie wdrażam plan wrześniowy i też jestem zadowolona. Mam nadzieję, że u Was też wrzesień też upływa pozytywnie :) Pozdrawiam i do usłyszenia!

czwartek, 5 września 2013

Domowa granola / musli

Część z Was zaciekawiły moje mieszanki musli, więc dzisiaj przygotowałam jeden z przepisów na łatwą do zrobienia granolę.


Robiąc własną granolę kierowałam się tym, by miała lepszą wartość od tej sklepowej i nie była naładowana niepotrzebnymi dodatkami (takimi jak cukier, syrop glukozowy czy utwardzony tłuszcz) oraz żeby zawierała białko i tłuszcze dobrej jakości.


Składniki według upodobań, u mnie najczęściej jest to:


Baza:
  • 5 łyżek płatków owsianych
  • 5 łyżek płatków jęczmiennych
  • 5 łyżek płatków żytnich (tego dnia ich nie miałam, więc użyłam prasowanych płatków pszennych)
  • 2 jajka
  • dojrzały banan
  • 3 łyżki oliwy z oliwek


Dodatki:
  • nasiona (pestki dyni, słonecznik, orzeszki piniowe)
  • płatki migdałowe
  • rodzynki (dodać dopiero po upieczeniu)

Przygotowanie:
 

1. Łączymy ze sobą wszystkie składniki suche. Bardzo ważne: przed pieczeniem nie dodajemy żadnych suszonych owoców, bo spalą nam się na węgiel i zepsują całą granolę. Dodajemy składniki mokre i wszystko ze sobą dokładnie mieszamy. Warto dodać szczyptę soli, poprawia smak.



2. Wykładamy wszystko na blachę i pieczemy w piekarniku kilkanaście minut w ok. 180 stopniach. Granolę łatwo spalić, więc co jakiś czas wszystko mieszamy i rozdrabniamy. Wyjmujemy jak tylko granola się zrumieni.



 3. Do naszej upieczonej mieszanki możemy dodać suszone owoce.



Ja granolę lubię jeść z jogurtem naturalnym, greckim bądź kefirem. Zazwyczaj na śniadanie lub kiedy mam ochotę na jakąś małą przekąskę w ciągu dnia.


Wartości odżywcze granoli z dzisiejszego przepisu:

Lubicie takie zbożowe mieszanki? Macie jakieś swoje ulubione kompozycje?

niedziela, 1 września 2013

Ćwiczeniowy i dietowy update - wrzesień 2013

Witam Was w pierwszy dzień września! Cieszę się dodając tego posta z kilku powodów. Po pierwsze, udało mi się wypełnić plan sierpniowych ćwiczeń w 100% - wszystkie treningi zaliczone:



Po drugie, widzę pozytywne zmiany w swoim ciele, powoli otrząsam się ze stanu lekkiego zapuszczenia ;) Niedługo zamieszczę jakieś aktualne zdjęcia. 



A po trzecie, sierpień się skończył, a to oznacza, że do mojego urlopu pozostały równo 3 tygodnie. Nie mogę już się doczekać! 

Bardzo przyjemnie korzystało mi się z sierpniowego "kalendarzowego" planu, więc zrobiłam sobie podobną rozpiskę na wrzesień:


Część treningów jest taka sama jak w sierpniu, a jako nowy element wprowadzam drugą część jogi z Jillian oraz „mój zestaw” (podstawowe ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała). Urlop też postaram się spędzić aktywnie, ale treningi na ten czas zaplanuję dopiero w Polsce. 



Jeśli chodzi o dietę to jest dobrze, choć czasem jem na wieczór zbyt dużo węglowodanów, zwłaszcza kiedy wracam do domu zmarnowana po pracy. Muszę koniecznie jeść na kolację więcej takich sałatek jak powyżej – białko, warzywa i zdrowe tłuszcze. Kilka propozycji tego typu sałatek opisywałam tutaj.

To by było na tyle. Jak widać miesiąc zaczyna się pozytywnie i mam nadzieję, że już taki zostanie! Dajcie znać, jak Wasze treningi i dieta:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...